Rozdział 3
Esme:
Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie; niósł mnie mój ukochany mężczyzna, wspólnie spędzaliśmy urlop... Czego więcej chcieć od życia? Wystarczy mi tylko to, że jest przy mnie Carlisle, mam kochającą rodzinę...
Drzwi zamknęły się za nami i lekko trzasnęły, ale trudno było to zauważyć pomiędzy naszymi ognistymi pocałunkami. Za każdym muśnięciem jego warg, przechodziły przeze mnie dreszcze. Tak, jakbym zakochiwała się po raz pierwszy, ale w doktorze zakochiwałam się codziennie- od nowa.
Carlisle delikatnie położył mnie na fotelu. Usiadłam prostując się, i starając się jeszcze bardziej wyostrzyć swoje zmysły. Chciałam słyszeć, co on robi, bowiem zniknął z moich oczu. Wciąż czułam jego zapach. Chciałam wstać, ale nie miałam ochoty przerywać naszych pieszczot tym bardziej, że instynkt podpowiadał mi, iż to dopiero początek. Zanim zdążyłam się ruszyć, powstrzymały mnie silne dłonie męża. Stał za mną i przytrzymywał moją głowę, abym nie miała możliwości spojrzenia za siebie. Poczułam aksamitny materiał gładzący moją skórę wokół oczu. Kilka ruchów zręcznych dłoni i węzeł był już gotowy. Paseczek zacieśniał się na włosach.
-Carlisle... -wyszeptałam, bowiem teraz nie widziałam niczego.
-Zaufaj mi, kochanie -pochylił się nade mną i wyszeptał do mojego ucha. Jak mogłabym mu nie zaufać skoro tak bardzo go kocham? Jest jedynym mężczyzną, któremu ufam bezgranicznie. Na zawsze.
Siedziałam nieruchomo na bordowym fotelu o brązowych oparciach. Dłonie złożyłam na kolanach, aby nie przeszkadzać Carlisle'owi. Z moich ramion powoli zsuwała się czarna marynarka, co wywołało na mojej skórze dreszcze. Wiedziałam, kto jest sprawcą tego gestu, ale nie było mnie stać nawet na wymuszony uśmiech. Czekałam na dalszy zwrot akcji jeszcze bardziej żądna wrażeń, bo wiedziałam do czego zmierza mój małżonek. Uniosłam ręce w górę, by pomóc ukochanemu w ściągnięciu swojej sukienki. Wstałam przy tym zmuszając męża do odsunięcia się kilka kroków w dal. Powstrzymał się na chwilę od jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, a stęskniona za jego wargami, musnęłam je przelotnie. Nie pozwoliłam mu do dalszego rozbierania mnie. Odszukałam guzików od błękitnej koszuli i rozpinałam je powolnie. Stałam otoczona ramionami ukochanego, kilka sekund później jego górna część odzieży wylądowała na podłodze. Zostałam pozbawiona zmysłu wzroku prawdopodobnie na dłuższy czas, ale wcale nie byłam o to zła. Żałowałam jedynie, iż nie mogę spojrzeć w oczy Carlisle'owi...
Kiedy oboje pozostaliśmy w bieliźnie, pociągnęłam mojego małżonka w kierunku sypialni. Nie mogłam dojrzeć, gdzie się kieruję, a w tle słyszałam cichy śmiech blondyna.
-Teraz to ja przejmuję inicjatywę... -uśmiechnęłam się pewnie, co jeszcze kilka minut temu było niewykonalne.
-Jeśli trafimy do sypialni, to nie ma żadnego problemu -zakpił ze mnie. Odwróciłam się do niego i popchnęłam w tył mając nadzieję, że za nami jest ściana. Nie pomyliłam się. Gdy upewniłam się, iż Carlisle oparty jest o ścianę, uchwyciłam jego twarz w dłonie. Nie mogłam teraz ujrzeć pięknych miodowych oczu czy zapewne zmierzwionych włosów, ale byłam pewna, że patrzy na mnie z miłością i satysfakcją.
-Dlaczego nie mogę na ciebie spojrzeć?- spytałam z udawanym żalem w głosie -tak bardzo tego pragnę... -westchnęłam.
-Esme, jesteś moją żoną i kocham cię niewyobrażalnie mocno. Zawsze kochałem i zawsze będę cię kochać. Jeśli mi ufasz, to pozwól- na tą jedną noc- abym pozbawił cię wzroku- to co powiedział było przepiękne i urocze.
-Oczywiście, że ci ufam. Jak możesz myśleć inaczej?
-Boję się o ciebie, skarbie- odparł z naciskiem.
-O mnie czy o moje zaufanie?
-O ciebie. O moją małą dziewczynkę, o moją Esme- wiele razy powtarzał, że mnie kocha, że jestem dla niego najważniejsza... Wspięłam się na palce i pocałowałam czule, namiętnie...
-A możesz mi powiedzieć, jaki kolor ma wstążka, którą zawiązałeś mi oczy?
-Czarny. Aksamit -zaśmiał się pięknie, jak tylko on potrafi. Zawsze rozpoznałabym jego głos, śmiech...
Carlisle pochylił się nade mną, aby zacząć mnie całować, a ja oddałam się jego twardym ale czułym wargom. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bliżej i uchwycił biodra, a później uniósł w górę i powędrował do sypialni. Przynajmniej nie musiałam szukać drogi, co teraz wydawało się zabawne. Poczułam pod sobą puszystą, miękką pościel. Mój ukochany leżał nade mną i całował dekolt, brzuch, uda. Odszukał zapięcia od stanika i delikatnie je rozpiął. Gdy zostaliśmy nadzy, odkrywaliśmy swoje ciała kolejny raz. Moje dłonie krążyły po jego plecach, nagim torsie. Później nastała rozkosz, która narastała, kiedy kosztowaliśmy miłości fizycznej. Carlisle zaczął poruszać się wolno, nie dane mi było zobaczyć, jaką miał minę... Kierowałam się instynktem. Byłam w niebie z moim aniołem. Tak bardzo się cieszę, że Bóg zesłał mi Carlisle'a. Mam swoje szczęście, wskoczyłabym dla niego w ogień. Nikomu go nigdy nie oddam, jest tylko mój. Czasami zastanawiam się, dlaczego wybrał właśnie mnie. Przecież nie zasługuję na niego, a Carlisle kocha mnie jak wariat- wywnioskowałam to z tego, co robi i co mówi.
Carlisle:
Trzymałem moją żonę za dłoń podążając ścieżkami nad klifem. Fale rozbijały się o brzeg lub o skały, a ciemne krople oceanu tryskały w górę, aby ponownie spaść do wody.
-Klif... - niespodziewanie powiedziała moja żona.
-Myślisz o tamtym dniu, prawda? Myślisz o tym wydarzeniu? -spytałem, a ona wiedziała, co mam na myśli.
- Carlisle, gdyby nie to, że skoczyłam z klifu, nie byłabym teraz z tobą. Byłabym już dawno martwa! Uważam że to, co zrobiłam było dobre.
-Nawet nie wiesz, na jakie niebezpieczeństwo się naraziłaś. Przeżyłaś cudem, ale jestem za to wdzięczny. Kocham cię i nie wiem, co bym bez ciebie zrobił- oświadczyłem. Przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w czoło nie odrywając warg od jej włosów- nie myślmy o tym.
-Dobrze- minęła chwila ciszy, a Esme znów zaczęła mówić. -Carlisle, czy możesz odpowiedzieć mi na jedno pytanie?
-Oczywiście- bałem się jej pytania, jednak przecież musiałem się zgodzić.
-Gdybym nie skoczyła, gdybym nie umierała, to nie przemieniłbyś mnie? -jej pytanie zaszokowało mnie. Układałem w głowie odpowiedź, a następnie udzieliłem jej Esme.
-Nie wiem -spuściłem głowę. Tylko na te dwa słowa było mnie stać.
-Ale gdybym leżała w szpitalu po porodzie... Nie zmieniłbyś mnie- sama udzieliła sobie odpowiedzi, jednak nie chciałem, aby to tak brzmiało.
-Esme, wtedy miałaś męża, myślałem... że się kochacie! -podniosłem głos, ale uspokoiłem się nieco.
-Rozumiem... -uśmiechnęła się- chodźmy. -Ruszyłem za nią, ale po chwili stanęła i otwarła usta. Objąłem ją w talii od tyłu.
-To twoja sprawka? -spytała nie odwracając wzroku od ogromnego serduszka z kamieni wyłowionych z oceanu. W środku widniał napis:" KOCHAM CIĘ".
-Tak. Dla ciebie -odparłem i pocałowałem jej policzek.
-Kiedy zdążyłeś to zrobić? -w jej głosie dało się słyszeć niedowierzanie- przecież cały czas byliśmy razem!
-Słodka tajemnica- wyszeptałem ku jej uchu -kocham cię, skarbie.
- Kocham cię- wtuliła się w mój tors i wspólnie patrzyliśmy na moje dzieło, z którego byłem dumny, zarówno jak i z tego, że trzymam w ramionach moją ukochaną.